Pożegnanie Tego Kota

Kochani_e, jestem wam winna tę informację: musiałam pożegnać Tego Kota.

Odszedł trochę ponad tydzień temu.

Moja Kocinka-Muffinka. Moja słodka Wiewióra. Mój Żbik. Troll antypatyczny. 

Król Nihilizmu, Imperator Pogardy, Jaśnie Pan Niedotykalski.

Chodzący przewód pokarmowy (do ostatnich chwil!), najlepsza kita na dzielni.

Mój mały, słodki, mruczący kłębuszek.

Pogorszyło mu się bardzo nagle, aż w końcu było tak źle, że zaczął się męczyć.

Nie było wyboru.

Doktor Magda przyjechała do nas w środku nocy ( odebrała ode mnie telefon i przyjechała, mimo że mieszka poza Warszawą…) i pomogła mu odejść.

Odszedł otoczony miłością, w swoim domu.

Dał jeszcze Mojej Młodszej Siostrze do zrozumienia, że go wkurwia.

Próbował po raz ostatni użreć Doktor Magdę.

Mimo że ledwo oddychał, do końca próbował wstać i pokazać, że mu uwłacza nasze towarzystwo.

Kilka godzin wcześniej zdążył też jeszcze opierdolić steka na ostatni posiłek.

Like a boss. 

Miał 17 lat, a za sobą całkiem dobre, kocie życie.

Od roku już mocno chorował, Doktor Magda powiedziała, że oprócz swoich dziewięciu żyć ze dwa dostał jeszcze na krechę.

Pewnie dlatego, że był taki PIĘKNY.

Ostatnie kilka miesięcy miał spokojne i całkiem niezłe, chociaż wiedziałam, że już mi pomału gaśnie.

No i niby byłam na to przygotowana, ale…

I teraz mam po raz pierwszy zamknięte drzwi od łazienki i od sypialni.

Bo to są nagle po prostu łazienka i sypialnia, a nie komnaty Jego Kociej Wysokości.

I nikt nie domaga się żarcia o 5 rano, drapiąc mnie po twarzy.

Nikt nie drze ryja, kiedy mam spotkanie.

Nikt nie ociera się o mnie, ot tak, od niechcenia, żebym sobie przypadkiem za wiele nie wyobrażała.

Moja Gąska kochana. Mój Tygrys.

Mój mały, kudłaty przyjaciel.

Ten Kot. Stefan.

Dziękuję za te wspólne siedem lat.

Bardzo mi ciebie brakuje, Marchewkowy Nosie.

*

Trzy rzeczy:

1. Pod tym tekstem nie będzie możliwości komentowania.

Wiem, że mielibyście dla mnie wiele dobrych, pełnych współczucia, życzliwych słów i jestem za to bardzo wdzięczna.

Wasze słowa niejednokrotnie dodawały mi otuchy, wsparcia i skrzydeł.

Ale w tym momencie… nie dam rady.

Mam nadzieję, że to zrozumiecie i nie będziecie mieli mi tego za złe. Uwielbiam was i wasze komentarze.

Ale tutaj potrzebuję chwili ciszy. Wierzę, że mi to wybaczycie.

Za to, jeśli mogę mieć prośbę: zamiast komentarza wpłaćcie dzisiaj proszę jakąś, choćby symboliczną, kwotę na… koty.

Żeby uczcić pamięć Tego Kota.

O tutaj możecie kupić obiad za 6 zeta dla 3 kotów!

Albo za więcej, jeśli macie gest! Wystarczy kliknąć w odpowiedni baner na dole tej strony.

Jeżeli lubicie mnie czytać, jeżeli chcielibyście uhonorować Tego Kota… będę wam bardzo wdzięczna, jeżeli zrobicie to w taki właśnie sposób.

2. W najbliższym czasie nie będą się tutaj pojawiały nowe teksty.

Ten Kot był spiritus movens tego bloga i… ja nie wiem, czy potrafię go pisać bez niego.

Na pewno potrzebuję czasu. Ponownie, wierzę, że to zrozumiecie.

3. Zawsze kiedy się czymś martwicie lub stresujecie, to pomyślcie sobie, że Ten Kot najprawdopodobniej Miałby Wyjebane.

*

Trzymajcie się, dziękuję Wam za wszystko. Także za wszystkie wiadomości prywatne z minionego tygodnia. Nie miałam siły odpowiadać, ale na pewno w końcu odpiszę, obiecuję.

A jeżeli macie zwierzaki, podrapcie je dzisiaj ode mnie za uchem.

Czy gdzie tam lubią.