Ulubieńcy kwietnia

zdjęcie: Waldemar Brandt 

Kwiecień, plecień, poprzeplata… w tym roku to powiedzenie było u mnie bardziej, niż adekwatne.

I zupełnie nie mam tu na myśli pogody, choć jaka była, każdy widział.

Były momenty w kwietniu, kiedy czułam się szczęśliwa.

Jednocześnie był to miesiąc przewlekłego stresu, poczucia porażającej bezradności i ciągłego strachu o zdrowie bliskiej osoby.

Poza tym to mało spałam, dużo oglądałam i słuchałam, trochę czytałam.

Trochę płakałam, ale sporo też się śmiałam.

Tak że trochę zimy, trochę lata- sama bym tego lepiej nie ujęła.

POMS

W kwietniu obejrzałam całe mnóstwo świetnych filmów i seriali, więc nie będę w stanie napisać o wszystkich.

Ale film “POMS” (po polsku “Królowe życia”) z Diane Keaton to jest jeden z najładniejszych filmów, jakie widziałam kiedykolwiek.

Opowiada historię ciężko chorej Marthy, która jedzie do domu spokojnej starości, aby tam spokojnie… umrzeć.

Niespodziewanie dla siebie samej, zamiast położyć się i czekać na śmierć, organizuje na miejscu klub cheerleaderek (dla pań w wieku bardziej niż dojrzałym), całkowicie zmieniając życie rezydentek tego eksluzywnego przybytku.

A także swoje własne.

Niby nie ma w tej historii nic jakoś porywająco oryginalnego.

Ale jednocześnie jest to tak piękna i wzmacniająca opowieść o przyjaźni, o wsparciu, o ponadpokoleniowym girl power…

I o tym, że dopóki żyjemy, NAPRAWDĘ nigdy nie jest na nic za późno.

Jednocześnie film, mimo lekkiego przekazu, między wierszami świetnie pokazuje też, czym jest starość (nawet w przypadku osób tak bardzo uprzywilejowanych, jak nasze bohaterki).

Jak straszna jest utrata kontroli, jak bardzo przestajemy być widziani i słyszani w momencie, kiedy stajemy się starzy.

Plus Diane Fucking Keaton… jak ja straszliwie kocham Diane Keaton!!!

A widok cheerleaderek 60+, pokonujących swoje lęki, ograniczenia i słabości, to naprawdę jedna z najbardziej inspirujących rzeczy, jakie można zobaczyć.

Zostawię wam tu jeszcze jeden cytat z filmu:

“You were dying yesterday and you gonna be dying next week. And, in the meantime, you should be dancing your ass off. Isn’t what this was all about?”

Umierałaś wczoraj i w przyszłym tygodniu też będziesz umierać. Ale w międzyczasie powinnaś po prostu tańczyć do upadłego. Bo czy nie o to w tym wszystkim chodziło?

“POMS”

Film jest dostępny na Canal Plus, Player.pl lub można go wypożyczyć na Cineman.pl.

Prosecco w parku

W sensie dosłownym, bo w tym miesiącu miałam kilka plenerowych (siłą rzeczy) mini-imprez, z urodzinami niżej podpisanej włącznie.

Ale też w sensie metaforycznym.

Jako symbol tego, że choćby nie wiem, jak było źle, to istnieją też na tym świecie rzeczy tak miłe, jak prosecco wypite w parku.

Niechaj też owo prosecco w parku będzie po prostu symbolem przyjaźni.

Tego, że ma się w życiu kogoś, kto się pyta, czy chcesz pooglądać Netflixa razem na FejsTajmie, żebyś nie była sama.

Albo dzwoni wieczorem, czy chcesz iść na spacer “naokoło bloku”, bo wie, że jesteś ledwo żywa ze zmartwienia.

Mam nadzieję, że każda_y z was ma czasem możliwość wykraść życiu tę chwilę na prosecco w parku.

Dosłownie lub w przenośni.

Framing Britney Spears

Czekałam bardzo długo, aż ten film będzie dostępny w Polsce.

Nie będę wam go ani streszczać, ani specjalnie polecać- bo tych z was, którzy interesują się tematem, zachęcać pewnie nie trzeba.

Bardziej chyba chciałabym podzielić się z wami kilkoma moimi przemyśleniami naokoło.

Dokument ten, jak to zazwyczaj bywa, jest oczywiście krytykowany, jako jednostronny i robiony pod tezę.

Nie pozostawia nas bez wątpliwości. Nie daje nam odpowiedzi na to, co jest prawdą.

Ale każe się zastanowić nad światem, w którym żyjemy. Albo nawet bardziej nad tym, w którym żyliśmy jeszcze kilka(naście) lat temu.

I nad nami samymi.

Britney Spears nie była nigdy moją ulubioną wokalistką, mimo, że lubiłam niektóre jej piosenki.

Była ważną częścią mojego dorastania i młodości (jesteśmy w podobnym wieku), ale nigdy nie była mi jakoś szczególnie bliska.

Wychowana na MTV, znałam ją jako śliczną dziewczynę z teledysku i nigdy nie poświęciłam nawet pół myśli, żeby zastanowić się nad tym, co ona realnie przeżywa.

Patrzyłam, jak wszyscy, na jej dorastanie i potknięcia.

Jak na spektakl, odbywający się na moich oczach, który kwitowałam drwinami, heheszkami albo przewracaniem oczami.

Byłam przekonana, że to ona skrzywdziła MOJEGO DŻASTINA, bo to przecież on nagrał na temat ich rozstania rzewną piosenkę (jedną z moich ulubionych- jego muzyka akurat zawsze była dla mnie bardzo ważna) i mało subtelny w aluzjach teledysk- a ona tego nigdy nie skomentowała.

A tak poza tym to wydawała mi się chyba średnio realna, jak postać z kreskówki.

Patrzyłam na to jak się zmieniała, fizycznie i w swoich zachowaniach, ale odbierałam to jako ekscesy celebrytki.

Nigdy, nawet przez sekundę nie zastanowiłam się, co ona może czuć.

Co może dziać się w jej głowie.

Oczywiście, w tamtych czasach nie mówiło się w ogóle o zdrowiu psychicznym.

Dlatego, podobnie jak wszyscy, ja również heheszkowałam z “Britney’s 2007 meltdown”, bo cała ta sytuacja była dla mnie tylko memem.

Nie wiedziałam wtedy nic o jej depresji poporodowej.

Ani o tym, jak bardzo zaszczuta i zastraszona była przez tabloidy i jak bardzo bała się paparazzich.

Tak naprawdę to ja jeszcze stosunkowo niedawno, obserwując jej Instagram z mieszaniną fascynacji i przerażenia, trochę jeszcze cisnęłam z niej bekę, z Moją Starszą Siostrą.

Dopiero nasilenie ruchu #FreeBritney w 2020 roku sprawiło, że zaczęłam się przyglądać tej sytuacji dokładniej i uświadamiać sobie, że cokolwiek się tam nie dzieje, to ta kobieta jest ofiarą systemu, którego wszyscy byliśmy częścią.

No i oczywiście, ja wiem, że to, co się stało z Britney, to nie jest personalnie moja wina.

Ale jednak, ja też byłam jedną z tych milionów anonimowych, znudzonych osób, które nigdy nie miały refleksji, że to przecież jest żywa, czująca, wrażliwa osoba.

Którą traktowaliśmy, jak małpę w cyrku.

Śmiejąc się radośnie z czegoś, co ewidentnie było załamaniem nerwowym.

Tak naprawdę dopiero przy tym dokumencie, kiedy zobaczyłam kulisy sytuacji, która od tylu lat była naszym ulubionym memem, uświadomiłam sobie, z czego śmieszkowaliśmy.

Jasne, wszyscy to robili. Jasne, taki kiedyś był świat.

Nie zmienia to jednak faktu, że jest mi straszliwie wstyd.

“Framing Britney Spears” to przygnębiająca kronika tego, jak kiedyś wyglądał świat, który wszyscy tworzyliśmy i którego wszyscy byliśmy częścią.

Tego, jak traktowaliśmy w kulturze, w mediach, młode kobiety- jako łatwy żer dla nas, widzów, czekających jak sępy na bezrefleksyjną rozrywkę.

To kronika seksistowskiego, mizoginistycznego świata, w którym młoda dziewczyna nie mogła wygrać.

Za to dzisiejszy ruch #FreeBritney to inicjatywa przede wszystkim młodych ludzi.

Tego nowego pokolenia, dla którego świat, w którym dorastała Britney, jest czymś absolutnie nie do wyobrażenia.

Czymś, na co nie wyrażają zgody.

To oni walczą o jej prawa.

Nie my, którzy przez lata patrzyliśmy beznamiętnie, jak jej te prawa odbierano.

Nie wiem, jaki będzie finał sprawy Britney. Na razie udało jej się zrobić krok do przodu- wywalczyć dodatkowego kuratora, poza swoim ojcem.

Pewnie powstaną jakieś kolejne dokumenty na ten temat (słyszałam, że Netflix pracuje nad własnym).

Nie wiem, czy kiedykolwiek dowiemy się całej prawdy.

Ale ten film wyjawił mi już wystarczająco wiele- o nas, o naszej przeszłości, o mnie samej.

O tym, że czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo jesteśmy nie w porządku.

Także o tym, jak świat zmienił się na lepsze- bo dzisiaj żadna młoda dziewczyna nie pozwoliłaby traktować się tak, jak traktowaliśmy młodą Britney w pierwszej dekadzie tego wieku.

Ale jednocześnie też o tym, jak bardzo nie wolno nam tracić czujności wobec samych siebie– bo naprawdę nie trzeba mieć złych intencji i być złym człowiekiem, żeby mimowolnie dokładać swoją cegiełkę do czyjegoś realnego cierpienia.

Jeżeli temat was interesuje, film jest dostępny na Canal Plus.

Najpiękniejsza mata na świecie

Myślę, że mogę uczciwie zawyrokować, że joga ma duży udział w tym, że przez ostatni rok nie ochujałam.

Przy czym, jak zawsze, gdy rozpoczynałam jakiś nowy sport, byłam w tej dyscyplinie bardzo niepewna siebie i daleka od czynienia jakichkolwiek inwestycji.

Umówmy się, osoby o moim poziomie usportowienia powinny być w tego rodzaju wydatkach nader ostrożne.

Żeby potem nie zostać z tymi akcesoriami jak Himilsbach z angielskim.

Niemniej jednak, po roku ślizgania się i wywracania na macie stworzonej do wszystkiego, tylko nie do jogi, stwierdziłam, że zasługuję na coś więcej od życia.

No i mam ją- najpiękniejszą matę na świecie!

Okazało się, że wcale nie jestem AŻ TAKĄ łamagą.

Tylko tamta mata była po prostu ŚLISKA!

Tak że mała rzecz, a cieszy jak promocja w HEBE.

Meltdown

Niezależnie, czy to są, czy nie są wasze klimaty muzyczne, myślę, że ten kawałek na każdego podziała jak katharsis.

Kto nie czuł się chociaż raz w taki sposób przez ostatni rok, niech podniesie rękę i powie mi, co bierze.

Na ostatniej więc prostej ku szczepionce słucham tej piosenki na zapętleniu i TAK BARDZO odnajduję się w przeżyciach wewnętrznych podmiotu lirycznego!

A poza tym to cała płyta “Mieszane uczucia” jest naprawdę dobra.

PEN15

żródło: Hulu

Miałam spory dylemat, co jeszcze wam polecić z minionego miesiąca, bo naprawdę sporo fajnych rzeczy oglądałam.

Niemniej jednak, TEN SERIAL… No po prostu ŁAŁ!

Lekka, komediowa opowieść o dorastaniu dwóch amerykańskich nastolatek nie wydaje się być, na pierwszy rzut oka, niczym nowatorskim.

I raczej by nie była, gdyby nie pewien detal.

Otóż w roli dwóch głównych bohaterek, gimnazjalistek, występują tutaj dwie… trzydziestoletnie kobiety.

Pozostali bohaterowie mają tyle lat, ile naprawdę- w sensie, dorosłych grają dorośli, a trzynastolatków trzynastolatki.

Ale zabieg z dwiema dorosłymi kobietami, grającymi nastolatki, w otoczeniu autentycznych nastolatków, jest tak cudownie absurdalny i nadaje filmowi tak duży ładunek komizmu, że tak naprawdę cała reszta dzieje się już siłą rozpędu.

Przy czym, serial jest bardzo przemyślany i doskonale wie, co chce opowiedzieć.

Jego współtwórczynie, Anna Konkle i Maya Erskine, grają w nim same siebie z lat nastoletnich i robią to fenomenalnie.

Serial świetnie pokazuje dramaty nastoletniej egzystencji i problemy okresu dojrzewania.

Porusza wiele spraw śmiesznych z perspektywy osoby dorosłej, ale też wiele takich, które sa uniwersalnie trudne i bolesne.

To także piękna opowieść o przyjaźni i nostalgiczna podróż dla wszystkich, którzy dorastali na przełomie wieków (ale ci ciut starsi też będą się świetnie bawili).

Dawno żaden serial nie ujął mnie tak bardzo, no uwielbiam!

“PEN15” jest dostępny na Canal Plus i Player.pl.

*

A co tam u was? Jak wam minął kwiecień?

57 thoughts on “Ulubieńcy kwietnia

  1. Czuję się również bardzo poruszona tym, co napisałaś o Britney…Sama chyba podsmiewalam się z jej łysej „fryzury” i w ogóle uważałam za rozkapryszoną blond gwiazdeczkę…Masz rację, że wielu z nas bezwiednie przykłada rękę do zła…A patriarchat wszystkich nas skrzywił…🙁

    Liked by 1 person

  2. Sprawę Britney pamiętam jak przez mgłę, bo sam wtedy przechodziłem przez piekło i to, co się z nią działo nie dziwiło mnie do końca. Nie rozumiałem powodu, nie znałem przyczyny (nie zagłębiałem się tak bardzo w to wszystko), ale rozumiałem, co mogła czuć wtedy.

    Liked by 1 person

  3. Mój kwiecień też był bardzo zwariowany, niektóre wydarzenia wręcz na własne życzenie (a przez to dodatkowy niepotrzebny stres). No ale cóż lubię zmiany, zwłaszcza te na lepsze, więc musi się dziać 🙂

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.