Ulubieńcy marca

zdjęcie: Behnam Norouzi

No i ani się żeśmy obejrzeli, a kolejny miesiąc traumy życia za nami.

W marcu stuknął nam wszystkim rok, odkąd zaczęliśmy globalnie i zbiorowo doświadczać absolutnego braku kontroli nad naszym losem.

Mój marzec wyglądał tak, jakby sam rok 2020 przysłał pocztówkę z pozdrowieniami i momentami już mi naprawdę alkoholu siły nie starczało.

Dlatego też moi Ulubieńcy z tego miesiąca to jeden wielki eksapizm w popkulturę.

Zróbmy więc mały przegląd rzeczy, które pomogły mi dotrwać do kwietnia.

Pożegnanie z Afryką

Nie, nie oglądałam tego filmu po raz pierwszy.

Wręcz przeciwnie, były czasy, że znałam go na pamięć.

Natomiast jakoś tak się złożyło, że nie oglądałam go od dobrej dekady.

A ponieważ kiedy jest mi źle, pomaga mi powrót do rzeczy, które znam i lubię, to pewnego niedzielnego popołudnia po prostu zapodałam sobie te 3 godzinki z Robertem, Meryl i jej przeciągłym: “I had a farm in Africa”.

Nie będę wam tutaj recenzować tego dość powszechnie znanego dzieła kultury, bo zapewne nie jest wam obce (jeśli jednak jest- polecam gorąco narobić).

Myślę natomiast, że ciekawie jest wrócić po latach do rzeczy znanych i lubianych– bo po tym, jak zmienia się nasz odbiór tych rzeczy, można poczynić pewne obserwacje na temat nas samych.

W sensie, czy i jak się zmieniliśmy od czasu, kiedy obcowaliśmy z danym dziełem po raz ostatni.

Ja kiedyś, w kontekście relacji Karen i Denysa, zdecydowanie bardziej identyfikowałam się z nim.

Rozumiałam jego potrzebę niezależności, przestrzeni i niechęć do etykietek.

Potrzeby Karen kwitowałam przewróceniem oczami.

Ot, kolejna laska, która musi mieć ślub, żeby jej związek cokolwiek znaczył.

Kiedy teraz wróciłam do filmu, w dalszym ciągu bliżej mi było do Denysa, ale też rozumiałam Karen o wiele bardziej.

Zdecydowanie więcej też teraz poświęciłam uwagi jej, niż jemu.

Mimo że przecież nadal rozmawiamy o młodym Redfordzie.

Chyba znacznie bardziej doceniłam teraz jej postać.

Jej siłę, jej determinację, jej miłość.

I zrozumiałam, co szło za jej potrzebami w relacji z Denysem- i że to wcale nie chodziło o ślub.

Fajnie było odświeżyć sobie tę historię i zastanowić się też nad tym, jak ja się zmieniłam przez ostatnie lata.

Zdecydowanie jestem mniej radykalna i mniej oceniająca, niż byłam kiedyś.

I to chyba dobrze.

Polecam wam tego rodzaju sentymentalne powroty- bo mogą dać nam znacznie więcej, niż tylko guilty pleasure.

Film można wypożyczyć na przykład na YouTube.com/movies

The Great Believers, Rebecca Makkai

Ta powieść mignęła mi gdzieś na Instagramie, a po obejrzeniu serialu It’s a sin na HBO (również baaaaaaardzo polecam!) czułam duże zainteresowanie tą tematyką.

Dlatego bez wahania sięgnęłam po książkę i przeczytałam dosłownie w kilka dni, bo po prostu nie mogłam się oderwać.

Oba dzieła opowiadają o kryzysie AIDS w latach 80tych, z tym że serial opowiada o tym z perspektywy Londynu, a książka dzieje się w Chicago.

Wydaje mi się, że temat ten jest niezwykle fascynujący w kontekście tego, co dzieje się teraz- no bo rozmawiamy również o pandemii. Zarówno w serialu Daviesa, jak i w książce Makkai możemy dostrzec bardzo znajome elementy: wyparcie, obśmiewanie, teorie spiskowe i w końcu blady strach.

Nie jest przypadkiem, że właśnie teraz powstają doskonałe dzieła kultury na ten temat- perspektywa kilku dekad pozwoliła twórcom na zupełnie inne podejście i spojrzenie na tamte doświadczenia.

Dlatego nie jestem fanką tego, że już kręci się filmy i seriale na temat naszej obecnej rzeczywistości.

My tak naprawdę nie mamy jeszcze do końca pojęcia, co się dokładnie dzieje i jakie to będzie miało dla nas skutki.

Zdecydowanie jest za wcześnie na opowiadanie o tym– bo jedyne, co można na tym etapie uzyskać, to tania sensacja.

Wracając do powieści Makkai- jest to doskonale poprowadzona historia o przyjaźni i miłości, ale także o wielkiej traumie.

Takiej, która pozostawia ślad na zawsze i kładzie się cieniem na naszych relacjach, nawet z najbliższymi.

Rozgrywająca się na dwóch płaszczyznach czasowych (lata 80te oraz 2015 rok), w Chicago i w Paryżu, książka wciąga od pierwszych stron i nie daje się odłożyć.

Piękna, wzruszająca opowieść, niemydląca nam oczu, ale też i niepozostawiająca nas bez nadziei.

Książka jest dostępna po polsku pod tytułem “Wierzyliśmy jak nikt”.

Dział zagraniczny

Jeden z moich ulubionych podcastów już od kilku miesięcy, ale w marcu rzeczywiście zbingowałam wszystkie zaległe odcinki, od 2019 roku.

Maciej Okraszewski jest dziennikarzem, wyspecjalizowanym w tematyce iberoamerykańskiej i przestępczości międzynarodowej.

Współpracując z mainstreamowymi mediami, przez lata słyszał w swoich redakcjach, że “polskiego czytelnika to nie zainteresuje”.

Dlatego stworzył najpierw bloga pod tym hasłem, a później również swój cotygodniowy podcast.

Jest to jeden z najlepszych podcastów, jakie znam- rzetelny, świetnie prowadzony i naprawdę fascynujący.

Dzięki Maciejowi dowiecie się na przykład, dlaczego K-pop podbił świat, dlaczego przykład Hiszpanii może dać nam nadzieję, że sytuacja z aborcją to już ostatnie podrygi Kościoła Katolickiego w Polsce, dlaczego Grecy nie ufają własnemu państwu oraz jak intratne dla kobiety jest zamążpójście w Omanie.

Jestem wielką fanką samego prowadzącego- jest ciepły, zabawny, pełen szacunku dla innych i ma po prostu niesamowitą wiedzę.

Plus używa feminatywów jak zły i wszelkie przesłanki wskazują na to, że nie odpada mu penis od użycia słowa “gościni”.

Dasz wiarę, Janusz?

Podcast jest dostępny na wszelkich platformach do słuchania podcastów, jak również na blogu Macieja.

The Bold Type

Staram się nie polecać wam za bardzo seriali w klimacie “Trending on Netflix”, no bo przecież każdy_a z was może je sobie znaleźć na własny rachunek.

Niemniej jednak, w marcu oglądanie seriali to było moje główne zajęcie (to jest jedna z tych rzeczy, które mi pomagają, kiedy nie mogę spać i się martwię), no i The Bold Type jest tym, który zapadł mi w pamięć.

Nie jest to pozycja jakoś specjalnie odkrywcza- ot, trochę takie współczesne “Sex and the City”.

Historia trzech dwudziestoparolatek, pracujących dla prestiżowego magazynu mody w Nowym Jorku.

To, co podoba mi się w tym serialu, to jego bezpretensjonalność.

Nie udaje wiekopomnego dzieła, nie próbuje być kultowy ani doniosły. Jest lekki, relaksujący i poprawiający humor.

Ale nie tylko.

Zachwyca mnie prezentowany w serialu nowoczesny feminizm. Przedstawiany jako coś absolutnie domyślnego i oczywistego.

Zachwyca mnie, że różnorodność i wielowymiarowość ludzkiego doświadczenia są w nim pokazywane jako coś naturalnego.

Zachwyca mnie podejście do poszukiwania tożsamości seksualnej- jako czegoś, co ma prawo być procesem i ulegać zmianie na przestrzeni naszego życia.

Serial porusza wiele bardzo trudnych tematów (alkoholizm, nowotwór piersi, gwałt, brak zgody w seksie, zdrada) i wbrew pozorom nie daje banalnych, uproszczonych rozwiązań.

Jest tam sporo o seksie, ale w zupełnie inny sposób, niż nas przyzwyczaił SATC- co jest doświadczeniem bardzo ciekawym, bo pokazuje nam, jak długą już od tamtej pory przeszliśmy drogę. (Dzięki bogom za to!)

Cudownie jest pokazana przyjaźń między dziewczynami.

W ogóle relacje kobiece w tym serialu to jest coś niebywale wzmacniającego.

Włączając w to relację z redaktorką naczelną magazynu (szefową naszych bohaterek)- tak cudownie inną od archetypu wrednej, mściwej szefowej, do którego przyzwyczaiła nas popkultura.

Męscy bohaterowie nie są za to specjalnie interesujący- dość jałowi, bezpłciowi, jakby nie do końca napisani.

Ale tak jak dwie dekady temu życie bohaterek SATC kręciło się wyłącznie wokół facetów, tak tutaj są oni tylko dodatkiem to tych pełnokrwistych, mądrych i odważnych młodych kobiet.

Które zdecydowanie mają zbyt wiele na głowie, żeby przywiązywać do nich nadmierną wagę.

Cokolwiek się nie dzieje w ich życiu (a dzieje się dużo), mają siebie nawzajem i mogą na sobie polegać.

Relacja między przyjaciółkami ani na sekundę nie schodzi z pierwszego planu ani nie przestaje być największą wartością.

Jest to coś tak bardzo bliskiego mojemu własnemu doświadczeniu, że naprawdę oglądałam ten serial z ogromną satysfakcją.

Czyli jednak da się nakręcić serial o kobietach bez toksycznej rywalizacji i intryg, mimo że wmawia się nam, że kobiety takie są.

No więc nie, nie są.

Carrie Bradshaw zniszczyła nam życie, bohaterki serialu Girls również rozdrapywały jeszcze stare rany.

Cieszy mnie więc, że współczesne młode kobiety dostały taki serial, jak The Bold Type.

Pokazuje on nam dobitnie, że jako ludzkość poszliśmy jednak do przodu.

Serial jest dostępny na Netflixie.

*

Ok, tyle ode mnie w tym miesiącu, a jak tam u was? Jak wam minął marzec?

100 thoughts on “Ulubieńcy marca

  1. Mój marzec całkiem ok tak naprawdę, zleciał też nie wiadomo kiedy😉
    Cokolwiek tam złego się u Ciebie dzieje, trzymaj się…😘

    Liked by 1 person

  2. Ja w marcu nic specjalnego nie robiłam, trochę przeciekł mi przez palce…Też nie mam najlepszego nastroju.
    Niechże ten kwiecień będzie lepszy…

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.