Minusy mieszkania samej

zdjęcie: rawpixel 

Wspominałam już nie raz, że samotność nie jest dla mnie stanem problematycznym, wręcz przeciwnie, lubię ją i bardzo doceniam. Mieszkanie samej nigdy nie było dla mnie czymś, czego bym się bała.W zasadzie wielokrotnie o tym marzyłam, dorastając w dość licznej i hałaśliwej rodzinie, którą oczywiście kocham nad życie, ale też w której człowiek rzadko miał możliwość usłyszeć własne myśli.

Niemniej jednak, każda sytuacja ma swoje dobre i złe strony, że tak pozwolę sobie uwieść Was oryginalnością mych przemyśleń.

I dzisiaj, trochę na przekór samej sobie, skoncentruję się na minusach mieszkania samej. (Tak, piszę z perspektywy wyłącznie kobiety, ponieważ to moja perspektywa.  Plus, serio,  czy kogokolwiek tak naprawdę obchodzi, co czują czy myślą faceci?? 😉 )

Nie ma cię kto zapiąć

Dramatyzm tej sytuacji zrozumie każda dziewczyna, której ulubione sukienki mają suwaki z tyłu. Ja generalnie mam nawet dość długie ręce, potrafię też, zmuszona przez okoliczności, wygiąć sie dosłownie w ósemkę, żeby dosięgnąć suwaka.

I czasami się udaje. A czasami nie. Na przykład z tą małą czarną, której nie udało mi się założyć od dwóch sezonów, nie. Sprawa jest po prostu nie do przeskoczenia.

I oczywiście, żul Zdzisiek zza ściany albo Sebiks z góry pewnie by pomogli, jakbym poprosiła. Ale czy ja chcę ich prosić, żeby mnie ZAPIĘLI??

Klucze

Paranoja, że zgubię klucze i nie wejdę do domu towarzyszy mi nieustająco.

Oczywiście, że moi rodzice mają zapasowe klucze. No ale jeśli zgubię je późnym wieczorem albo w nocy? Albo jak oni będą na wakacjach?

Oczywiście, wiem, że prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest praktycznie zerowe. I gdyby już coś takiego się stało, przenocowałabym u kogoś i rano znalazła rozwiązanie. Ale zawsze gdy wracam późno i próbuję znaleźć klucze w czeluściach mojej torebki, boję się po prostu straszliwie.

Czego tak naprawdę? W sumie sama do końca nie wiem.

Telefon

W sumie to może świadczyć o delikatnym problemie, który mam, jeśli chodzi o telefon (maleńkie… uzależnienie?), ale niewiele rzeczy przeraża mnie bardziej, niż że mi ten telefon może zginąć.

Chociażby w mieszkaniu. Bo go gdzieś cisnę. Spadnie za łóżko. Zapomnę, gdzie go położyłam.

I przecież wiem, że mogę na kompie wysłać wiadomość do kogoś, żeby do mnie zadzwonił. Sama do siebie zadzwonić przez Skype, czy coś tam. Wiem, że to w sumie nic takiego.

Ale paranoję mam totalną i nie raz już miałam nieomal zawał, bo mi się telefon zapodział w pościeli.

Słoiki, puszki i uparte korki

Samodzielne otwieranie wina uważam za jedną ze swoich najważniejszych życiowych umiejętności i nabyłam ją już wiele lat temu. Co nie zmienia faktu, że czasem trafi się jakiś uparty korek, do którego potrzeba więcej siły niż ta, którą ja dysponuję (akurat w rękach dosyć mizerna). Jakkolwiek, chyba nigdy nie zdarzyło mi się poddać w temacie wina. Akurat w tym przypadku możemy mówić o podręcznikowym przykładzie tego, czym jest tak zwana motywacja.

Gorzej ze słoikami- niby znam wszystkie tricki, podważanie wieczka, tralalala, niby w teorii nic mnie nie ma prawa zaskoczyć. Jednak czasem trafi się słoik, pełen czegoś, na co mam tak straszliwą ochotę, że liżę to niemal przez szkło.  I nagle koniec, słoik zamknięty na amen, fabrycznie niedostępny, nieosiągalny jak mój życiowy sukces.

I po prostu wręcz wtedy słyszę ten kiszonkowy rechot: “No i co, niby taka z ciebie fafarafa, a feminizm kończy się tam, gdzie trzeba odkręcić słoik!

Albo puszki, takie bez tego cyngielka do otwierania. Praktycznie ich nie kupuję, bo z nimi to już zawsze przegrywam sromotnie. Ale czasem mi się ten cyngielek urwie. Albo kupię taką puszkę niechcący. No i wtedy, cóż, mam jedną półkę w szafce z takimi puszkami. Czekają z nadzieją na lepsze czasy. Może tata mi kiedyś otworzy.

Choroba

Na szczęście choruję bardzo rzadko, no ale każdemu zdarza się zaziębić czy złapać grypę. Oczywiście, że jest wiele osób, moja rodzina, przyjaciółki, które przyjechałyby mi pomóc, gdybym ich poprosiła. Ale… skoro nie jestem jakoś poważnie chora i mam tylko trochę gorączki, to jakoś tak głupio… prosić. W ogóle nie lubię prosić.

I potem snuję się po domu w malignie, żeby dać Temu Kotu żreć (nie odpuściłby mi nawet na łożu śmierci- jego, czy mojej)  i przygotować sobie kolejną aspirynę.

I to jest, powiem wam, całkiem smutne. W takich chwilach samotność autentycznie ssie.

Boisz się spać po strasznych filmach

W sensie, ja już praktycznie nie oglądam horrorów (miałyśmy z moimi Siostrami okres oglądania ich non stop i uszczerbek na mojej psychice jest nieodwracalny).

No ale czasem obejrzę coś trochę strasznego. Albo czytam jakąś powieść z dreszczykiem. I serio, ja niby jestem bardzo mało strachliwa, tak obiektywnie.

Niemniej jednak, zdarza się, że się boję zasnąć. No niby jest Ten Kot, ale czy sądzicie, że on by się choćby przebudził, gdyby przyszedł po mnie Demogorgon albo demonka snu Batibat, albo morderca z The Fall??

NO WŁAŚNIE!!!

Advertisements

138 thoughts on “Minusy mieszkania samej

  1. Popłakałam się ze śmiechu przy Sebixie i żulu Zdziśku… 😀 I wzruszyłam, gdy pisałaś o samotnym chorowaniu… Nie wiem jak Ty to robisz, ale każdy Twój tekst to po prostu pełna paleta emocji i uczuć… 🙂
    Znam te wszystkie problemy z autopsji 😉 W dodatku moja rodzina mieszka daleko, więc w razie czego jestem zdana tylko na pomoc znajomych, a wiesz, jak to jest, musieć np. prosić męża koleżanki o pomoc…:/

    Liked by 1 person

  2. Hahah “nie ma mnie kto zapiąć” najlepsze!xD Super tekst! 🙂 Ale mieszkanie z kimś też ma sporo minusów (zajęta łazienka, cudzy bałagan, cudze przyzwyczajenia). Poza tym każda z tych rzeczy może nas spotkać również jak mieszkamy z kimś, przecież nikt nie spędza z nami 24h! 😉

    Liked by 1 person

  3. Idealnie opisałaś ten słodko-gorzki stan bycia silną i niezależną kobietą! 😉 Z jednej strony ma się ten upragniony spokój, z drugiej strony mnóstwo takich upierdliwych drobiazgów się daje we znaki. Ja lubię mieszkać sama i dobrze chyba sobie radzę obiektywnie. Ale czasem też mam chwile słabości. Pięknie to opisałaś, jak zawsze! ❤ To jest niesamowite jak bardzo mogę przełożyć na własne życie prawie każdy Twój tekst! ❤ Dzięki Tobie wielokrotnie poczułam, że nie jestem sama…

    Liked by 1 person

  4. Wow, ja i tak podziwiam, że potrafisz otworzyć wino, ja to zawsze albo kupuję odkręcane, albo muszę mieć pewność, że osoba z którą mam pić potrafi otworzyć! 😛 Chociaż tyle, że nie popadnę w alkoholizm! 😛

    Liked by 1 person

  5. Nie umiem wyjść z podziwu jak Ty zawsze cudownie umiesz wymieszać emocje i nastroje w tym swoim „garnku”!😍 Wszystko w dodatku świetnie doprawione ironią!❤️ Jeden tekst, a ja wyję ze śmiechu i jednocześnie czuję smutek i moją własna samotność…Jesteś naprawdę niezwykła!❤️❤️❤️

    Liked by 1 person

  6. Tekst rzeczywiście boski, też się popłakałam przy tym zapinaniu i Sebiksie z góry! 😀
    Ja lubię mieszkać sama. Sukienek praktycznie nie noszę, żaden z Twoich problemów mnie nie dotyczy. Jak zachoruję to dzwonię do rodziców i przyjeżdżają mnie niańczyć 😛

    Liked by 1 person

  7. Nie wiem, jak jeszcze mogę skomentować, bo już chyba wszyskie możliwe komplementy pod Twoim adresem padły 😉 Rzeczywiście cudnie i dowcipnie napisane! 🙂
    Ja mieszkałam sama przez jakiś czas, teraz mam wspólokatorkę i muszę przyznać, że tak wolę. Ale ja chyba nie mam Twojego genu samotności, potrzebuję ludzi wokół mnie 😉

    Liked by 1 person

  8. Hahaha wyborny tekst! 😀 Dawno się tak nie uśmiałam! 😉 Rzeczywiście na samotną kobietę czyha wiele problemów i niebezpieczeństw 😀 znam je wszystkie hehe

    Liked by 1 person

  9. Fajny tekst!😀 Jako facet nie mam takich problemów 😜ale samotność też mi czasem dokucza w pustym domu. Rozśmieszyłaś mnie i rozczuliłaś jednocześnie 😉

    Liked by 1 person

  10. Znów się uśmiałam do łez przy Twoim tekście! 😀 “Na szczęście” mieszkam z facetem i z psem, więc jestem kryta na tych wszystkich polach 😉 (Pies najbardziej pomaga na horrory! 🙂 ) Faktycznie idealnie mieszasz humorek z wrażliwością 🙂

    Liked by 1 person

  11. Bardzo się odnalazłam w tym tekście 😀 Zwłaszcza w temacie słoików widzę, że jesteś równie “sprawna” manualnie, jak ja! 😛 I też mam kota 😉 I też nigdy się jeszcze nie poddałam przy winie! xD

    Liked by 1 person

  12. Wow, dawno nie widziałam tylu komentarzy na żadnym blogu 😮 Ale tekścior taki że sż się chce skomentowac😍 Naprawdę pióro zachwycające ❤️ A humor na najwyższym poziomie, chapeau bas!😍

    Liked by 1 person

  13. Znam świetny patent na słoiki. Walę nimi o podłogę tzn. pokrywkami, dopóki nie puszczą. Koniecznie spróbuj! 😉

    “Nie ma Cię kto zapiąć” – rozbawił mnie do łez, masz fantastyczne poczucie humoru, a Demogorgonów boję się nawet ja, mimo moich trzech lokatorów. Trochę Ci nawet zazdroszczę tej niezależności i swobody w domu. Np., teraz kiedy piszę komentarz, a obudziła się moja (w ostatnim czasie) wciąż marudząca i płaczliwa córka. Dziękuję Ci za ten wpis, potrzebowałam dziś oderwać się na chwilę od rzeczywistości.
    Pozdrawiam Cię serdecznie! ❤

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s