Romantyczna proza życia

zdjęcie: 
Michael Jasmund 

-I wiesz, myślałam, że już nigdy czegoś takiego nie poczuję… że już
nawet nie potrafię poczuć nic takiego- opowiadała mi cichutko Weronika, trochę wzruszona, trochę zawstydzona. Włosy opadały jej na twarz, ale i tak widziałam, że bije od niej łuna.

-Tak bardzo się cieszę!- powiedziałam szczerze, obejmując ją. Miałam strasznie dużo pytań, ale bałam się zaburzyć to ulotne coś, co unosiło się w powietrzu. Więc tylko wzięłam ze stołu kubek z herbatą i zaczęłam ściskać go, oburącz, z całych sił, żeby dać ujście roznoszącej mnie ekscytacji.

-I w sumie nie spodziewałam się tego, bo niby spotykaliśmy się już jakiś czas i było ok, no ale ja byłam bardzo na dystans- kontynuowała Weron, nieomal szeptem.- A Darek też swoje przeżył, więc nie był zbyt wylewny…

No i co, tamtego wieczora tak po prostu powiedział “kocham cię”, znienacka?- docieknęłam, z trudem powstrzymując dojmującą potrzebę PISZCZENIA.

-No w sumie to tak- uśmiechnęła się, a jej oczy rozbłysły jak bożonarodzeniowe lampki.- Siedzieliśmy na sofie u niego w mieszkaniu, Lolek spał w nogach, oglądaliśmy  “House of Cards”… Taki tam zwykły wtorkowy wieczór. I nagle on zatrzymał serial, spojrzał na mnie i powiedział: “Kocham cię, wiesz?”- to był ten moment, kiedy w końcu zaczęłam piszczeć, a Weron ze mną.

-No i co, i co dalej??- MUSIAŁAM to wiedzieć.

-Wiesz, poczułam takie totalne wzruszenie, i ciepło w środku, i łaskotanie… jak nastolatka po prostu- buzia Weroniki promieniała czystym, skondensowanym szczęściem.- Przez chwilę myślałam, że się poryczę ze wzruszenia…

-Ojejku…-sama się wzruszyłam.

-No i wtedy Lolek się zrzygał, prosto Darkowi na skarpetki- dokończyła Weronika.

*

-Pamiętam, że byłam nim  wtedy strasznie zauroczona, normalnie motyle w brzuchu miałam- opowiadała Sylwia z rozmarzeniem, wodząc palcem po obrzeżu kieliszka.

-No ja też pamiętam, jak się jarałaś- uśmiechnęłam się do wspomnień, bo te wspomnienia obejmowały okres mojego życia, zanim przydarzyło się Tamto, i to były dobre wspomnienia.

-No i pocałował mnie chyba na naszej drugiej randce-opowiadała tkliwie.- Byliśmy w kinie, i jak wyszliśmy, to nagle mnie tak do siebie przyciągnął i po prostu pocałował, o nic nie pytając– uśmiechała się tak, jak każda kobieta chciałaby się uśmiechać po siedmiu latach małżeństwa. Zwłaszcza, jeśli ostatnie pięć wiązałoby się z wychowywaniem parki nadpobudliwych bliźniaków. 

-Mega romantyczne wspomnienie!- przyznałam, upijając łyczek wina.

-No w jakimś sensie tak- powiedziała Sylwia.- Bo potem jechaliśmy do niego na kolację, i Damian powiedział, że musimy jeszcze podjechać do sklepu, bo zapomniał kupić wino. No i podjechaliśmy do Netto. No i ja wybieram wino, wiesz, cała taka rozanielona i jeszcze rozdygotana po tym namiętnym pocałunku. A Damian powiedział wtedy, żebym poczekała jeszcze chwilę, bo jest promocja na papier toaletowy, a jemu się właśnie rano skończył.

*

Tak, to był nasz pierwszy wspólny wyjazd-w głosie Karoliny w słuchawce było słychać mieszaninę nostalgii i rozdrażnienia .-Bardzo chciałam, żeby był idealny- sama wybierałam hotel, pokój, a zasadzie  SUITE, no wszystko było zaplanowane tak, żeby to był najromantyczniejszy wyjazd ever. I najseksowniejszy. “Dziewięć i pół tygodnia” to miało być małe miki przy tych dzikich seksach, które miały się tam odbywać. Zapłaciliśmy za ten hotel tyle kasy, że masakra…

-Pamiętam- przyznałam taktownie, mając nadzieję, że w moim głosie nie słychać, jak niezmiennie po latach bawiła mnie ta historia.- A kiedy dostałaś okres?

-No odkryłam to, jak tylko dotarliśmy- powiedziała zdegustowana.- A wiesz, ten hotelik jest totalnie na uboczu, to był późny wieczór, do najbliższej cywilizacji lata świetlne. No a ja nie miałam NIC ze sobą, bo tak jakby okres skończył mi się tydzień wcześniej. Wiesz, to było wtedy jak na chwilę odstawiłam pigułki, bo miałam zmienić, i mój organizm zwariował.

-Pamiętam- powtórzyłam z rozbawieniem.- I co, Michał musiał jechać po tampony, nie?

-No, i nie było go ze dwie godziny, bo była 23, więc zanim na tym zadupiu znalazł stację, na której były, trochę mu się zeszło- Karolina, w przeciwieństwie do mnie, nie była fanką tego wspomnienia.- Ja w tym czasie umierałam w kiblu, bo miałam istny potop, i brzuch mnie po prostu napierdalał. No i nasz romantyczny weekend za miliony monet polegał na tym, że ja leżałam na sofie zwinięta pod kocem i umierałam, a on leżał obok mnie, oglądając TV, głaszcząc mnie po głowie i karmiąc czekoladą.

-Ale Karol…- powiedziałam po namyśle.- To przecież STRASZLIWIE romantyczne!

-No może w jakimś sensie tak- ustąpiła niechętnie.- Co prawda wolałabym taki romantyzm w domu, bez dymania 500 kilosów do hotelu, na który wydałam pół pensji, ale w sumie…- zawahała się.- W sumie rzeczywiście, to było strasznie słodkie!

*

-Jest naprawdę piękny!– powiedziałam z zachwytem i wzruszeniem ściskającym mnie za gardło, bo pierścionek na serdecznym palcu Mojej Młodszej Siostry, mojej MALUTKIEJ SIOSTRZYCZKI, uświadamiał mi, jak bardzo już jest duża i straszliwie dorosła.- No i Najlepszy rzeczywiście bardzo się postarał, i pięknie to wszystko zaplanował!

-To fakt- przyznała Moja Młodsza Siostra z uśmiechem.- To był taki piękny, romantyczny weekend… wszystko było takie wzruszające, i niesamowite… Jak wróciliśmy do domu, to czułam się wciąż, jakbym fruwała nad ziemią…

-Ojej!- uściskałam ją, chyba już po raz tysięczny tego popołudnia.

-No ale ledwo wróciliśmy, budzę się rano,  wciąż w takim podniosłym nastroju, po prostu cały czas wzdycham z rozmarzeniem, i pierścionek na palcu obkręcam, i łzy wzruszenia ocieram-opowiadała Moja Młodsza Siostra.- Po czym idę do salonu, a on tam sobie siedzi w samych gaciach i nakurwia w “Diablo”, rozumiesz, JAK GDYBY NIGDY NIC. Żadnych czułych słówek, żadnego śniadania do łóżka dla mnie, w końcu kolejny level w “Diablo” sam się przecież nie wbije…

-No i co ty na to?- zapytałam, z trudem zachowując powagę.

-No przez chwilę było mi smutno- powiedziała Moja Młodsza Siostra.- No bo ja tu byłam na chmurce, w jakimś innym wymiarze, a tu znowu ta codzienność, te gacie, ten wiecznie grający telewizor…I popatrzyłam tak na niego, na Leię wywaloną obok brzuchem do góry, i w końcu tak po prostu się obok niego położyłam, z książką. I wtedy poczułam, że tak mi jest dobrze…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Advertisements

113 thoughts on “Romantyczna proza życia

  1. Nie wytrzymam. Zrobiłaś to po mistrzowsku. Każdy inaczej pojmuje szczęście a tak naprawdę potrzeba nam do jego pełni tak niewiele
    Świadomości, że jesteśmy szczęśliwi😍😗

    Liked by 1 person

  2. Rewelacyjne historie!!! Bardzo podoba mi się jak tworzysz nastrój… Tak nagle zawsze na Twoje bohaterki coś spada 👌😋😁😘 świetna ta druga historia kompletnie Życiowa każdej z nas coś takiego się przyyafia i coś mi się wydaje że po zachowaniu chłopaka Karoliny wydaje się że oni nadal są razem? Prawda czy fałsz? 😉Pozdrawiam serdecznie!!!!

    Liked by 1 person

  3. Zgadzam się z resztą komentujących, że tekst świetny. 🙂 Mimo że jestem sama poprawił mi się humor po przeczytaniu 🙂 Życie pisze najlepsze scenariusze! 🙂

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s