Problemów się nie waży

dani-vivanco-541542-unsplash
zdjęcie: Dani Vivanco

-Powiem ci szczerze, że nie mam w tym momencie siły na problemy mojej siostry– powiedziała Kaśka z westchnieniem, po tym, jak ją zapytałam, jak jej siostra znosiła rozwód po 18 latach małżeństwa.- Mam naprawdę tyle stresów w pracy… mój szef doprowadza mnie do szału…- upiła łyczek swojej cafe latte.- Nie jestem w stanie jeszcze zajmować się Aśką. Zwłaszcza, że ona tkwi w tym swoim cierpieniu już od nie wiem jak dawna!

Wpakowałam sobie do buzi wielki kęs ciasta buraczano-czekoladowego, w związku z czym miałam wymówkę, żeby się nie odzywać. Bo i co tu można było powiedzieć?

*

Pamiętałam ten czas, kiedy odkryłam, że mężczyzna, który, jak sądziłam, był miłością mojego życia i moim najlepszym przyjacielem, okazał się, delikatnie rzecz ujmując… nie być nimi.

Chodziłam wtedy do pracy jak automat. I moja koleżanka z biurka obok, Aneta, cały czas popłakiwała po kątach.  Kiedy zapytałam, co się dzieje, opowiedziała mi, że nie może się dogadać ze swoją przyjaciółką w sprawie wspólnych wakacji. Że tamta ją bombarduje ofertami, które są dla niej za drogie. Że ją emocjonalnie szantażuje. Że ona już nie ma siły, last minute drożeją z każdą chwilą, a ona jest już tak zmęczona i zestresowana, że odechciało jej się jakiegokolwiek urlopu.

Pamiętam, jak przez mgłę (bo niewiele pamiętam w ogóle z tamtego okresu), że pocieszałam i uspokajałam Anetę, jak potrafiłam. Pomagałam wyszukiwać wycieczki. Tłumaczyłam, że musi być asertywna w przyjaźni. Dodawałam otuchy. Pamiętam, że była mi wdzięczna i koniec końców po paru dniach rzeczywiście wyjechała z tą przyjaciółką, a wróciła odprężona i zadowolona.

Nigdy się nie dowiedziała, jakie piekło przechodziłam wtedy, gdy pomagałam jej wybrać między Majorką a Kretą.

Było to wszystko nieco surrealistyczne, i nawet w jakiś sposób, przez grube warstwy bólu i bezwładu, które mnie szczelnie wówczas spowijały, docierał do mnie komizm tej sytuacji.

Ale nie miałam poczucia, że jej problemy są błahe, a ja to dopiero przeżywam dramaty. Ona miała problemy, w których mogłam ją wesprzeć, więc to zrobiłam. To nie miało związku ze mną. Świat nie kończył się na mnie.

*

Chłopak Martyny miał raka jelita grubego. Przeszedł koszmarną operację, chemioterapię, musiał nauczyć się żyć ze stomią. Oboje przeszli naprawdę dużo. W tym czasie Martyna miała też być świadkową na ślubie Sylwii.Sylwia odstawiała wszelkie możliwe w tej sytuacji sceny, fochy i załamania, jak typowa Bridezilla.

Martyna  znosiła to wszystko cierpliwie i z uśmiechem na ustach. Zorganizowała w ostatniej chwili wieczór panieński (bo Sylwia cały czas twierdziła, że nie chce żadnego wieczoru panieńskiego, zachciała go 2 tygodnie przed ślubem). Martyna, nie skarżąc się, ogarniała Sylwii panikę, rozterki i ciągłe zmiany planów.

Na ślubie wspierała Sylwię z całych sił. I była piękną świadkową- uśmiechnięta, radosna, rozpromieniona. Jej chłopak dzielnie trwał przy jej boku. Oboje cieszyli się wyjątkowym dniem Sylwii.

Nikt by nie powiedział patrząc na nich, że właśnie przechodzą koszmar ciężkiej choroby.

*

Prawda jest taka, że problemów się nie waży.

Każdy ma swoje własne ciężary, swoje osobiste dramaty i swoje wewnętrzne trzęsienia ziemi. Nie nam oceniać, czy to sprawy ważkie czy błahe.Czy cierpienie drugiej osoby trwa za długo, czy w sam raz. Każdy jest inny. Każdy przeżywa po swojemu. Każdy ma do tego prawo.

Jedyne, do czego my mamy prawo, to starać się pomóc. Wesprzeć. Być.

Nawet, jeśli sami ledwo ciągniemy, warto wyciągnąć rękę do drugiej osoby.

Wtedy świat staje się odrobinę lepszym miejscem. I to już jest coś. To zawsze jest coś.

*

– Wiesz, cieszę się, że się spotkałyśmy- zaszczebiotała Kaśka do mnie. – Dobrze mi to zrobiło. Żyję w takim koszmarnym stresie!…

 

Advertisements

8 thoughts on “Problemów się nie waży

  1. Oj rzadko takie podejście się widzi, częściej mam do czynienia z takimi Kaśkami, zawsze najbiedniejsze, zawsze najnieszczęśliwsze, co ty wiesz o życiu, ja to dopiero mam problemy… >.<

    Like

    1. Czy ja wiem, czy takie trudne… oczywiście, że wszyscy w głębi duszy mamy podejście, że “moje problemy są najmojsze”, ale już nieokazywanie tego innym, pochylenie się nad ich sprawami… wbrew pozorom często przynosi wręcz ulgę. I jest po prostu kwestią szacunku dla innych ludzi 🙂

      Like

  2. Boże,jakie historie…ja nie jestem taka dzielna,jak jest źle to ryczę i to mnie wszyscy muszą wspierać 😞 Dałaś mi do myślenia!

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s