Jak by to było, gdyby się nie wydarzyło*

scott-warman-525554-unsplash
zdjęcie: Scott Warman

Parapetówa u Natalii to nie był melanż, o którym będę opowiadała wnukom.

W zasadzie to bardziej przypominała stypę. Po pogrzebie kolejnego w naszej grupie związku, który miał być na zawsze i naprawdę.

Natalia trzymała się dzielnie- zrobiła hummusy w pięciu smakach, zrobiła sobie oko i udawała, że cieszy się z powrotu do swojej siedemnastometrowej kawalerki na Grochowie, po latach mieszkania w osiemdziesięciometrowym apartamencie na Powiślu. My też dzielnie podtrzymywaliśmy ją na duchu.

Dziewczyny wzajemnie prześcigały się w wymienianiu fantastycznych perspektyw, jakie rysowały się teraz przed Natalią.

Marek, jedyny facet w naszym gronie, dyskretnie ogarniał jej kable w mieszkaniu, jednocześnie nie polemizując z naszymi euforycznymi wizjami jej przyszłości.

Nieubłaganie jednak nadszedł ten moment, kiedy wszyscy już byli nieźle podcięci, godzina późna, a nastroje, siłą rzeczy, pikowały w dół.

Marek bawił się w DJa, co chwila zapodając nutę jeszcze bardziej dołującą, niż poprzednia.

Sylwia niestrudzenie dolewała wszystkim wina.

Gospodyni siedziała na fotelu z podkulonymi nogami i patrzyła w dal.

Weronika, Dagmara i ja przysiadłyśmy na podłodze i starałyśmy się niewerbalnie okazać jej miłość i wsparcie.

– Wiecie, co sobie pomyślałam teraz?- powiedziała Natalia nagle.

Nie wiedzieliśmy, ale baliśmy się, że to nie będzie optymistyczna refleksja.

– Że 100% osób w tym mieszkaniu doświadczyło zdrady– powiedziała Natalia, a w tle Rihanna śpiewała: „But now it’s time to go, curtains finally closin…’”

Popatrzyliśmy wszyscy po sobie. Tak jakoś się złożyło, że faktycznie tak było.

Teraz byliśmy w różnych momentach życia osobistego, niektórzy w dobrym, niektórzy w średnim. Ale rzeczywiście, w jakimś punkcie, każde z nas pozwoliło zrobić z siebie wała.

-Natalia, ale to jeszcze o niczym nie świadczy!- powiedziała Sylwia, która była obecnie szczęśliwą żoną, mamą i żywym dowodem na to, że najbardziej pokręcone ścieżki mają szansę się wyprostować.

– A mnie się wydaje, że jednak świadczy…- odezwała się gorzko Dagmara, której alkohol nigdy nie napawał optymizmem.- Chyba po prostu nie ma związku wolnego od zdrady. Zawsze kogoś to dotknie.

-To niezwykle budująca wizja- parsknęła Weronika, podtykając Sylwii swój pusty kieliszek.- Może po prostu powinniśmy się wszyscy powiesić?

-Czyli sugerujesz, że mnie mój mąż zdradzi?-Sylwia uniosła brwi, polewając Weronice.

-Może tym razem ty jego?- powiedziała Dagi posępnie.- A może i on ciebie, kiedyś…

-Boże, Dagmara, ogarnij się!- zawołałam zniesmaczona.

– Zajebiste macie rozkminy, naprawdę- Marek pokręcił głową.

-Ale właśnie chodzi o to-Natalia popatrzyła na nas zmęczonym wzrokiem- że to nie jest tak, że wszyscy na świecie tego doświadczają… przecież tak nie jest, prawda?

-Oczywiście, że nie- powiedziałam dobitnie, patrząc na Dagmarę ostrzegawczo.

Są ludzie, którzy nigdy tego nie przeżyli… którym się wydaje, że spotyka to innych, gdzieś daleko, może w telewizji-mówiła Natalia cicho, a z plejlisty Marka rozbrzmiewał kawałek TLC, które śpiewały „I love my man with all honesty , But I know he’s cheatin’ on me”. Miałam ochotę go kopnąć, ale był za daleko.- Przecież nam wszystkim też się tak wydawało, prawda?

Każde z nas w milczeniu zanurzyło się w swoich wspomnieniach. Tak, to prawda. Każdemu wydaje się, że zdrada przydarza się innym, nie nam. Nawet, jeśli widzimy ją blisko, u naszych przyjaciół, to jednak wzdragamy się i  szybko wracamy do bezpiecznego świata, który zbudowaliśmy z naszą ukochaną osobą. Która przecież nigdy by nas nie skrzywdziła.

– I tak ostatnio sobie myślę, o tym, jaka kiedyś byłam szczęśliwa, i beztroska, i radosna- mówiła Natalia, a my popatrywaliśmy po sobie z niepokojem.- I tak sobie myślę, ile takich osób, jak ja kiedyś, jest na tym świecie. Takich… nieświadomych. Niewiedzących. Którzy może nigdy się nie dowiedzą, że może aż tak boleć. Że może być… aż tak. Którym nigdy nic takiego się nie przydarzy.

Milczeliśmy, każde zasłuchane w samego siebie.

-I to jest takie niesamowite, jak bardzo ludzie nie wiedzą, jakie mają szczęście- ciągnęła Natalia.- Że ich miłość nie została podeptana, wyśmiana, wyrzucona na śmietnik. Że mogą się tak po prostu śmiać z drugą osobą, i trzymać ją za rękę, i się tym cieszyć. Że mogą się czuć bezpiecznie. Że mogą tak po prostu nie znać tego strachu, że najbliższy na świecie człowiek zrobi ci krzywdę…

-Nati, ale po co ty rozumujesz w taki sposób? –Marek nie wytrzymał._ -Przecież to był tylko jeden facet… przecież to nie wszyscy… Będziesz miała inny związek i inne problemy… To nie jest tak, że wszyscy…!

-Ale są ludzie, którzy przejdą przez życie nie wiedząc, jak to jest- powiedziała Natalia z uporem.- Jest dużo takich osób. Które nie muszą się tego dowiadywać. A my… a my już zawsze będziemy mieć tę perspektywę.

-To prawda- poparła ją Dagmara.

-Ale przecież da się zaufać na nowo…- powiedziała Sylwia cicho. Trochę jednak jakby pytająco.

-Ja tam nie mam żadnej perspektywy- Marek wzruszył ramionami.- Było, minęło. To nie ma wpływu na to, jak jest teraz.

-Ale jesteś sam od 6 lat- przypomniała mu Weronika z namysłem.- Nikomu nie pozwalasz podejść za blisko.

-A teraz pomyślcie sobie…-Natalia dolała sobie wina, nim Sylwia zdążyła zareagować.- Pomyślcie sobie, jak by to było, gdyby to się nigdy nie stało. Gdybyście tego nie doświadczyli. Jak by wyglądało teraz wasze życie, gdybyście nie musieli przez tamto przejść. Kim byście teraz byli.

Jak na komendę, wszyscy wyciągnęliśmy do Sylwii puste kieliszki.

 

*Tytuł jest luźnym nawiązaniem do tekstu piosenki DKA “Jak by to było”

 

 

 

 

 

 

 

 

Advertisements

9 thoughts on “Jak by to było, gdyby się nie wydarzyło*

  1. W sumie dotyczy każdej sytuacji krańcowej. Jakby to było – gdybyś nie miał diagnozy, nie straciła dziecka, nie został fałszywie oskarżony… Niezależne od nas sytuacje, które ranią i kształtują. Bardziej przeraża, że tyle zdradzonych osób w jednym pomieszczeniu, może by jaki klub wsparcia z tego wyszedł? W “Uchu Prezesa” Jan Maria Rokita prowadził fundację “Powrót” – dla polityków odsuniętych od koryta… Jeszcze by się fundusze z Unii wycisnęło….?

    Liked by 1 person

    1. W sumie to każdą sytuację można odnieść do masy innych,tylko po co?To jest wpis o tym,jak konkretny problem (dość powszechny) zmienia perspektywę człowieka.Plus nie jest to,moim zdaniem,temat do heheszków…ale w sumie twój komentarz wzmacnia przekaz autorki- póki ktoś tego nie doświadczy,nie potrafi sobie wyobrazić,jak to jest.

      Like

  2. “Że mogą tak po prostu nie znać tego strachu, że najbliższy na świecie człowiek zrobi ci krzywdę…”- o Boże, tak bardzo TAK! Odkąd dowiedziałam się, że zostałam zdradzona, moje życie zmieniło się, i ja się zmieniłam, i już nie było nigdy tak, jak kiedyś. Nawet będąc później szczęśliwa, byłam już po prostu inna.. Dziękuję Ci za ten tekst!

    Liked by 1 person

  3. Zdrada to świństwo, która robi drugiemu człowiekowi krzywdę na całe życie. Co gorsza jak zdrada występuje jedna po drugiej, albo kilkakrotnie razy w życiu – wtedy człowiek może juz nigdy nie zaufać ani nie pokochać. Zawsze powtarzam też, że i śmierć i zdrada są tak samo bolesne, gdyż w obu przypadkach traci się kogoś na zawsze, a ból temu towarzyszący jest nie do opisania . Serdecznie pozdrawiam 😘😘😘

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s